Przyszedł ten dzień, kiedy trzeba spakować torbę i wyruszyć w 800km podróż na bieg...
Po raz pierwszy przed takim wyjazdem wkradł się leń, który szepnął cicho do ucha żeby odpuścić i nie jechać.
Prawie mnie przekonał..
Właśnie, prawie... Jednak w piątek rano wsiadłam w samochód z towarzyszami podróży po to, żeby pobiec 35km po Beskidzie Niskim w pięknych zimowych warunkach...
Chyba pierwszy raz nie było stresu przed startem, czułam że jestem nieźle przygotowana.
Rzeczywistość to potwierdziła, mogę być z siebie zadowolona.
Tylko ja wiem, ile lęków pokonałam w głowie, ile barier..
Mentalnie bieg kosztował mnie dużo, głównie ze względu na panujące na trasie warunki.
Udało się z jedną wywrotką, stluczonym łokciem i brzuchem dotrzeć do mety i wrócić do domu.
Dzień Po biegu, odsypiam zmęczona podróż, Sam bieg itp.. Co chwilę budzą mnie sny, w których widzę jak upadam na lodzie w przepaść...
Może to obraz porażki w innym aspekcie życia?
- Jedno jest pewne, boli i chyba czas się do tego przyzwyczaić..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz