Minął rok...
Minął wspaniały, długi pobyt w ukochanej Grecji, gdzie poznałam wspaniałych ludzi, poczułam się jak u siebie w domu i tak też byłam traktowana... jak domowniczka...
Nauczyłam się greckiej niespieszności... 3godzinnego delektowania się kawą i kawałkiem ciasta w towarzystwie książki bądź towarzyszy podróży...
W trakcie urlopu odezwał się nowy On... w sprawie służbowej, która przerodziła się w znajomość... znajomość zmierzająca donikąd...
Znajomość pełną jasnych sytuacji ale ostatnio wkradła się spora ilość niedomówień i wątpliwości...
Wiele godzin spędzonych na rozważaniach, w którą pójść stronę, jaką podjąć decyzję... Nie zdecydowałam się ... a właściwie stwierdziłam,że pozwolę aby czas robił swoje... jeszcze przez chwilę, a potem... potem trzeba podjąć ostateczną decyzję... w prawo, albo w lewo.. tak albo nie...
W między czasie wypad w góry, który tak bardzo był mi potrzebny. Rozmowy, które pozwalają sobie uświadomić pewne kwestie.
Pieczona ryba, przepyszne śniadanie gospodyni...
Rozmowy, wędrówki po górach.. naleśniki z serem i grzybowa ... Idealnie...
Tymczasem On wpadł na kolację, przyniósł mamine ciasto, kalendarz dla mnie i olejek bergamotowy do podgrzewacza... miłe ,zaskakujące...
Ponoć czasem się przy mnie spina... ale tylko na chwilę... dobry to znak czy zły?
W międzyczasie książki, dużo książek... kryminały, książki o śmierci... o życiu...
I tylko czasem puka pustka i samotność, która chce, aby ktoś ją zapełnił...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz